STUDZIONKA

STUDZIONKA - LINKI

RÓŻNE

OGŁOSZENIA

KONTAKT

info@studzionka.net.pl


Facebook - "Studzienczanie"



Krótka historia Śląska 

od XIII w. p.n.e. do XIII w. n.e.

 

Od najdawniejszych czasów Śląsk był obszarem osiedlania się plemion rozmaitych kultur, tędy przeciągały przeróżne karawany kupieckie, tu stykały się także uzbrojone, wojownicze plemiona. 

Jaśniejszym snopem światła można oświetlić epokę tzw. kultury łużyckiej, której rozwój przypada na lata około 1300 do około 400 roku przed Chrystusem. Twórcami tej kultury był lud zwany Wenedami (albo: Wenetami), uważany przez uczonych za pierwotny lud praindoueropejski; zamieszkiwał on właściwie całą Europę. W tym okresie ziemie obecnego Śląska bardzo się zaludniły; wykopaliska dostarczają nam sporo materiału świadczącego o jego niemałym rozwoju gospodarczym.

Oczywiście, niektóre plemiona jedynie przechodziły przez ten obszar opuszczając go z bogatymi łupami i wziętymi do niewoli ludźmi. Było tak chyba około roku 500 przed Chrystusem, gdy na nasz teren napadły hordy Scytów. Z niewiadomych powodów najeźdźcy opuścili nasz obszar. Następstwem tego napadu było poważne wyludnienie, szczególnie na obszarach położonych na południe od Odry. 

Tymczasem poprzez Bramę Morawską i przełęcze Sudetów na południowe ziemie śląskie z terenów obecnych Czech i Moraw zaczęli napływać Celtowie. Zajęli spore połacie południowego i środkowego Śląska. Dzięki nowym formom gospodarki i organizacji stali się na tyle silni, że w II wieku przed Chrystusem mogli odeprzeć napór plemion germańskich napływających z północy. Prawdopodobnie te plemiona usiłowały jedynie przejść przez Śląsk.

Inny zamiar miała kolejna fala szczepów germańskich, która pojawiła się w naszym rejonie około 100 lat później. Ci wyraźnie pragnęli osiedlić się u nas. Pod ich naciskiem, Celtowie musieli ustąpić, zachowując jedynie tereny w południowej części Śląska. 

Jeden ze wspomnianych szczepów germańskich, Silingowie, usadowił się w środkowej części ziemi śląskiej, wokół góry Ślęży. Nowi przybysze szybko się tutaj zaaklimatyzowali, a wykopaliska archeologiczne świadczą o szybkim przyroście ich ludności i niemałym rozwoju gospodarczym. 

Około roku 500 Silingowie, w dużej części, opuścili Śląsk kierując się poprzez Europę zachodnią, Hiszpanię i Gibraltar do Afryki północnej, gdzie założyli własne państwo. Część tego germańskiego plemienia została jednakże na Śląsku; informację tę zawdzięczamy bizantyjskiemu pisarzowi Prokopowi żyjącemu w VI wieku który zapisał, że ci Silingowie, którzy pozostali w swoich dawnych siedzibach, czyli na Śląsku, posłali poselstwo do swoich pobratymców w Afryce prosząc ich o to, aby ci odstąpili im na własność opuszczone przez nich gospodarstwa. Starszyzna rodowa Silingów afrykańskich odrzuciła jednak ich prośbę twierdząc, że chyba powrócą i dlatego nie mogą sobie zamykać drogi powrotu. Silingowie śląscy zostali następnie zdominowani przez Słowian, którzy zaczęli napływać na nasze ziemie od połowy VI wieku. Ich ojczyzną były obszary leżące nad Dnieprem i Prypecią.

W VIII - X wieku Słowianie ukształtowali w dorzeczu górnej i środkowej Odry sześć terytoriów plemiennych. Byli to Golęszyce, Opolanie, Slężanie, Trzebowianie, Bobrzanie i Dziadoszanie. Ze względu na brak źródeł pisanych, niewiele wiadomo o tym okresie. Jaśniejsze światło rzucają źródła dopiero na wiek X. 

Wiemy, że na początku tego wieku książę czeski Wratysław podporządkował sobie Słowian żyjących nad Odrą. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, on to właśnie założył miasto Wrocław nadając mu nazwę utworzoną od własnego imienia. Wykorzystał istniejące tam dogodne przejście przez Odrę, która w tym miejscu tworzyła wiele brodów i wysepek. Jednakże w roku 990 Mieszko I odebrał Śląsk Czechom, rozpoczynając tym faktem długi spór o tę ziemię. Ostatecznie w 1137 r. na podstawie traktatu pokojowego podpisanego w Kłodzku duża cześć ziemi śląskiej została przyznana Polsce.

W następnym - 1138 roku, król Bolesław Krzywousty podzielił Polskę na dzielnice, Śląsk otrzymał najstarszy syn, Władysław. Władysław był ożeniony z Agnieszką, przyrodnią siostrą władcy niemieckiego Konrada II. Gdy popadłszy w konflikt z braćmi Władysław musiał uciekać, udał się wraz z rodziną do swego królewskiego szwagra, który dał krewniakom rezydencję w Altenburg, miejscowości położonej na południe od Lipska. Władysław wraz z żoną, znalazł tam grób. jednakże jego synowie, po 17 latach wygnania, z pomocą cesarza Fryderyka I. Barbarosy wrócili na Śląsk.

Fakt ten dla historii Śląska nie był bez znaczenia. Synowie Władysława, będąc już półkrwi Polakami i półkrwi Niemcami, wrócili bowiem na Śląsk z niemieckimi żonami, przyprowadzając ze sobą w dodatku niemałe grupy rycerzy, kupców, wykształconych mnichów, rzemieślników i chłopów biegłych w nowych formach gospodarki. Wzrastając na Zachodzie, książęta poznali tam wyższe formy cywilizacyjne i nie dziwi nas, że pragnęli                   wprowadzić je u siebie na Śląsku, tym bardziej, że ziemie te, pokryte potężnymi lasami, były rzadko zaludnione. W ten sposób rozpoczęła się era kolonizacji niemieckiej. Z całą pewnością nie możemy sobie wyobrażać tego procesu jako zalewu ziem śląskich osadnikami z Zachodu. Ich liczba nie była chyba zbyt wielka, gdyż w przeciwnym wypadku nie uszłoby to uwadze ówczesnych obserwatorów i mielibyśmy dziś w źródłach pisanych jakieś wzmianki na ten temat. Tymczasem wszystkie źródła milczą. 

Fenomen kolonizacji niemieckiej ziem śląskich leży w czym innym. Młodzi ludzie, którzy jako kolejne dzieci swoich rodziców, ze względów ekonomicznych nie miały zbyt wielkich szans na urządzenie sobie życia w swoim środowisku, podejmowali decyzję osiedlenia się na nowym, zupełnie sobie nieznanym terenie zwabieni obietnicami otrzymania ziemi, przywilejów i możliwościami szybkiego dorobku. 

Dla tej pierwszej fali  osadników posiadanie dużej ilości dzieci było pod względem społecznym i ekonomicznym bardzo korzystne. Nic zatem dziwnego, że w przeciągu kilku generacji ta grupa ludności co najmniej potroiła swą liczebność. Stan ten trwał mniej więcej do roku 1350; wówczas, jak uważają badacze, w tej grupie Ślązaków uruchomiły się mechanizmy hamujące w sposób naturalny dalszy nadmierny przyrost. Szczęśliwym trafem posiadamy bardzo ważne dane dotyczące liczby uiszczanego świętopietrza. Na tej podstawie możemy obliczyć gęstość zaludnienia na Śląsku. 

Diecezja wrocławska, której obszar pokrywał się wówczas z terenem Dolnego i Górnego Śląska, miała, według tych danych, zaludnienie w wymiarze 11 mieszkańców na l kilometr kwadratowy. Dla porównania dodajmy, że ziemie polskie, według w tym samym czasie płaconego świętopietrza, miały 4,5 mieszkańców na l km kwadratowy.

Era osadnictwa była okresem bujnego rozkwitu Śląska, szczególnie Dolnego. Założono wówczas około 130 miast i 1200 wsi na prawie niemieckim, znacznie korzystniejszym od polskiego. Do końca XIV wieku powstała też duża ilość kościołów i klasztorów, co było związane z organizacją wzrastającego życia religijnego. 

W 1163 r. książę Bolesław I zwany Wysokim, sprowadził cystersów i osiedlił ich w Lubiążu. Dla przykładu wspomnieć warto też założenie pierwszego klasztoru żeńskiego tego samego zakonu na Śląsku w 1202 r. w Trzebnicy. Stało się to za sprawą księżnej Jadwigi, późniejszej świętej.

Mężowi św. Jadwigi, Henrykowi I, udało się stworzyć na Śląsku poważne centrum polityczne i osiągnąć samodzielność. Politykę te kontynuował jego syn, Henryk II. Pomyślność ta trwała jednak krótko. Henryk I umiera w roku 1238, a w trzy lata później, 9 kwietnia 1241 r. w bitwie pod Legnicą ginie w walce z Mongołami Henryk II. W wyniku podziału między spadkobierców Śląsk zostaje rozdrobniony na kilka księstw, których władcy, wobec osłabienia Polski, niebawem składają hołdy lenne w Pradze, tam szukając oparcia. 

Związki polityczne Śląska z Polską stają się zatem faktycznie coraz słabsze. Ostatecznie stan ten został zaakceptowany przez króla polskiego Kazimierza Wielkiego w 1335 roku układem podpisanym w Trenczynie, a ratyfikowanym 9 lutego 1339 roku. Kazimierz, za rezygnację Czech z pretensji do korony polskiej, zrzekł się na ich rzecz prawie całego Śląska. Oświadczył wówczas w imieniu własnym, swoich spadkobierców i następców, pod groźbą ekskomuniki w razie naruszenia układu, że nie ma roszczeń wobec Śląska i nigdy nie będzie ich zgłaszał.

Śląsk szedł zatem dalej swą własną drogą, drogą, którą w dużej mierze wytyczyło mu jego położenie: w sercu Europy, na skrzyżowaniu wielkich szlaków, ale także między trzema większymi od niego państwami: Czechami, Polską i Niemcami. W swej przyszłej historii ziemia ta będzie dzieliła los regionu komplementarnego wobec swoich sąsiadów: będzie przyłączany zazwyczaj do państwa aktualnie najsilniejszego. Nietrudno obliczyć, że zmiana następowała mniej więcej co 200 lat.

Warunki, w jakich przyszło Śląskowi się rozwijać, spowodowały, że od zarania dziejów nie był terenem homogenicznym ani pod względem etnicznym ani kulturowym, ani językowym. 

 Szczególny okres zaś zaczyna się dla tej ziemi wraz z kolonizacją niemiecką. Dwie odrębne grupy etniczne - słowiańska i niemiecka - rozpoczęły długą, pokojową w zasadzie symbiozę. Rozpoczęło się wielkie „mieszanie krwi, kultur i języków", co zaowocowało wspaniałym rozkwitem tej ziemi.

 Interesującym przykładem stosunków kulturowych i etnicznych panujących na średniowiecznym Śląsku Jest tzw. Księga Henrykowska, w której zapisano znamienne zdanie „duj, ut ja pobrusw a ti pociwaj" uznawane przez Czechów za czeskie, a przez Polaków za polskie. 

Ale nie o kwestie językowe nam tu idzie, sprawiedliwie będzie chyba uznać, ze zdanie to zostało wypowiedziane w języku słowiańskim, bo przecież bohaterowie tej scenki - Czech i Polka - doskonale się rozumieją, a przecież trudno uznać, że Czech uczył się polskiego po to tylko, by w tym języku rozmawiać ze swoją żoną. W tej scence o wiele bardziej interesujące jest to, że spotykają się tu Czech, Polka i niemiecki mnich, czyli ludzie trzech                   kultur; w dodatku opis wydarzenia mamy zachowany w księdze zapisanej w języku łacińskim. 

Działo się to około roku 1270.

Pomijając nieliczne okresy napięcia w wiekach późniejszych, współżycie wielojęzycznej ludności Śląska układało się harmonijnie, a jest to zasługą władz politycznych tego regionu, które zawsze respektowały prawa językowe i kulturowe tej ludności. Osadnik niemiecki mówił po niemiecku, Polak po polsku; a jeśli chodziło o prawa, każdy mógł się ubiegać o prawo dla siebie korzystniejsze. 

Przypomnijmy znamienne postanowienie Soboru Watykańskiego z roku 1215; wydano wówczas decyzję, na mocy której kościół sprawował opiekę duszpasterską nad ludnością polską w języku polskim, a nad ludnością niemiecką - w języku niemieckim.


fragment referatu prof. Joanny Rostropowicz z książki "Ziemia pszczyńska, rozwój gospodarczy od Piastów do Hochbergów" Jerzego Polaka