STUDZIONKA

Żubry Hochbergów


Żubry nie byłyby dziś wizytówką Polski, gdyby nie trzy osobniki z Pszczyny. Przetrwały dwie wojny światowe, powstania śląskie oraz polowania – arystokratów, kłusowników i… górnośląskich powstańców.

W plebiscycie z 1921 r., gdy Górnoślązacy optowali za Niemcami albo za Polską, żubry księcia pszczyńskiego prawa wyboru nie miały, chociaż decydowano także o ich losie. Ich tereny znalazły się w granicach państwa polskiego. Wkrótce kłusownik zastrzelił ostatniego żubra w Puszczy Białowieskiej i zwierzęta z Pszczyny zostały jedynymi w Rzeczypospolitej przedstawicielami tego gatunku na wolności.

Dzieje żubrów w Polsce wiążą się zatem nie tylko z Białowieżą, gdzie niegdyś żyły na wolności, lecz także ze sławnym rodem Hochbergów, którzy w połowie XIX w. dostali w spadku księstwo pszczyńskie. W jego skład wchodziły też lasy wokół Pszczyny. A Hochbergowie zawsze lubili polowania. 

Dlatego pochodzący z tego rodu Hans Heinrich XI poprosił cara Aleksandra II o przysługę i dostał od niego w 1865 r. cztery żubry z Białowieży, w tym jednego byka i trzy krowy (sam zrewanżował się carowi stadem jeleni). 

Z carskiego stadka wyrosło z czasem pokaźniejsze stado. Pracujący w okresie międzywojennym w Pszczynie leśnik Stanisław Cenkier wspominał, że w 1918 r. w lasach pszczyńskich żyły 74 żubry. Rozmnażały się doskonale, chociaż niektóre musiały pożegnać się z życiem podczas słynnych polowań u księcia pszczyńskiego. Bywały na nich koronowane głowy, z cesarzem Rzeszy Wilhelmem II z dynastii Hohenzollernów na czele.

Niemniej pszczyńskie lasy doskonale żubrom służyły, tym bardziej że książęcy leśnicy dbali o zwierzęta. Już wtedy żubry księcia pszczyńskiego były lokalną atrakcją. 

 Zostały uwiecznione na zdjęciach górnośląskiego fotografa Maksa Steckela, który należał do pionierów fotografowania dzikich zwierząt. Z wypraw do Pszczyny zamieszczał  fotoreportaże w górnośląskiej prasie oraz drukował karty pocztowe. Dzięki niemu wiadomo, jak tamte żubry wyglądały – choćby stado na zachowanej pocztówce z 1920 r. 

Po I wojnie światowej liczba żubrów księcia pszczyńskiego zmalała w błyskawicznym tempie. W  powojennym okresie rozprzężenia niemal bezkarnie zaczęli na nie polować kłusownicy. A kiedy z początkiem 1920 r. pojawiły się na Górnym Śląsku oddziały alianckie (mające pilnować plebiscytowego porządku), na łowy wyruszyli oficerowie francuscy i włoscy. Na żubry zapolowali także powstańcy, nie zdając sobie sprawy, że niszczą ostatnie okazy szlachetnego gatunku.

Kierujący sekcją lasów w Polskim Komisariacie Plebiscytowym w Bytomiu Stanisław Cenkier wspominał po latach, że osobiście interweniował w Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej, żeby odwiodła oficerów alianckich od polowań. A komisarz plebiscytowy Wojciech Korfanty wydał odezwę, wzywającą Górnoślązaków do poszanowania żubra. Niewiele to pomogło. 

 W kwietniu 1921 r., tuż przed wybuchem trzeciego powstania, z niedawno tak licznego stada pozostało jedynie 5 zwierząt. Zdawało się, że po pszczyńskich żubrach nie pozostanie ślad, podobnie jak wcześniej po białowieskich. Na dodatek dwa osobniki z ostatniej piątki zostały zastrzelone podczas trzeciego powstania śląskiego. 

Wspominał o  tym Korfanty w 1931 r., piętnując ówczesne kłusownictwo w dziesiątą rocznicę powstania: 

„Kłusowali na żubry wybitni wodzowie powstańczy, jak się lubią nazywać. W mieszkaniu jednego z nich (...) wiszą wypchane głowy żubrów, a sanacyjni dygnitarze dziś je oglądają, nie pytając się, skąd i jaką drogą się tam dostały”.

Po trzecim powstaniu ocalały więc trzy ostatnie żubry, sztuki raczej mizerne. Dwa byki: Platon i Plebejer (któremu podczas powstania odstrzelono ogon), a do tego siedemnastoletnia żubrzyca Plante (raniona kulą w udo). Dla znających się na rzeczy leśników nie wyglądało to obiecująco. 

Na przełomie roku 1921 i 1922, książę Hans Heinrich XV, spróbował wywieźć żubrze niedobitki do Niemiec przed przejęciem powiatu pszczyńskiego przez Polskę. Jego zamiary udaremnili jednak polscy leśnicy, którzy chcieli rozmnożyć stadko. Zadanie nie było łatwe, ponieważ do tej pory leśnicy uznawali Plante za bezpłodną. Tymczasem, ku ich zdziwieniu, stara żubrzyca już po pierwszym roku życia w Polsce wydała potomstwo. A potem jeszcze kilkakrotnie, co pozwoliło na kontynuowanie hodowli. 

Doszło do żubrzego kazirodztwa, gdy pszczyńscy leśnicy dopuszczali byka Plebejera do jego zrodzonej z Plante córeczki Plakette, która okazała się nadzwyczaj płodna i – jak pisze Cenkier, wydała na świat aż piętnaście żubrząt. Po dziesięciu latach pszczyńskie stado rozmnożyło się znowu tak znacznie, że niektóre sztuki można było przenieść do Białowieży. Najstarsze osobniki z  Pszczyny, Platona i Plante, leśnicy odstrzelili w 1931 roku. Cała trójka pszczyńskiego stada trafiła pośmiertnie, po wypchaniu, do zbiorów przyrodniczych muzeum w Bytomiu, wtedy niemieckiego.

Nie było łatwo zaplanować na początku lat dwudziestych odnowienia populacji żubra w Puszczy Białowieskiej. Specjaliści z Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra naliczyli w 1924 r. zaledwie 54 sztuki na świecie, przeważnie w ogrodach zoologicznych.

 Sprowadzono do Białowieży najpierw 5 żubrów z krajów skandynawskich, w tym trzy sztuki czystej krwi białowieskiej. Do tego stada dołączono byka Plischa z Pszczyny, urodzonego w 1933 r., który – jak się to wkrótce okazało – został na wiele lat reproduktorem w Białowieży. Dzięki niemu tamtejsze stado rozrastało się. 

Jednocześnie powiększało się i stado pszczyńskie: przed wybuchem kolejnej wojny światowej liczyło już 24 sztuki. Wojnę przeżyło siedemnaście żubrów. Niemniej stado ocalało i tuż po wojnie wiele osobników trafiło do Białowieży i ogrodów zoologicznych Polsce i na świecie.

Pszczyńskie żubry przetrwały nawet trudne czasy generalissimusa Józefa Stalina i dopiero epidemia pryszczycy w 1953 r. przyniosła im zagładę. Po kilku latach nowe stado zapoczątkowały młode okazy sprowadzone z Białowieży, a wywodzące się w prostej linii z dawnego stada książęcego.

1865 - 1927


----------------------------------------------------------------------------------


Na przełomie XIX i XX w. bardzo częstym gościem polowań w lasach pszczyńskich był Cesarz Niemiec Wilhelm II Hohenzollern i właśnie dla niego 10 grudnia 1901r. zorganizowano polowanie, między innymi na dwa żubry, a oto jego zachowany opis:

„Oba żubry - samce, siedmioletni i sześcioletni zostały przewiezione z wielkim trudem, ze swoich ostoi w liczącym 10 000 ha zwierzyńcu pszczyńskim, do dwóch oddzielnych, mocno i trzykrotnie ogrodzonych zagród. 

Samo polowanie odbywało się w dodatkowo ofladrowanym, spiczasto w kierunku cesarskiego stanowiska pędzeniu tak, że żubry zmuszone były - przy respektowaniu fladr – wyjść Cesarzowi na strzał.

 Po, niezupełnie zgodnym z programem, przebiegu polowania na pokocie leżały oba byki. Cesarz, mimo odradzania mu tego, użył małego, 6 mm kalibru, o wysokiej prędkości pocisku. Wskutek czego przy jednym żubrze potrzebował czterech strzałów oraz dodatkowo jednego na dostrzelenie, a przy drugim zużył aż siedem pocisków. 

Sytuacja stała się problematyczna, gdyż jeden z postrzelonych byków, „w pełnym pędzie” przerwał linię naganiaczy, następnie przełamał najbliższe ogrodzenie i gładko przeskoczył dwa następne. 

Z wielkim trudem oraz dzięki rozwadze doświadczeniu urzędników leśnych można było byka ponownie wcisnąć do pędzenia, tak że polowanie mogło się ponownie rozpocząć. 

W międzyczasie, wskutek założenia, że pierwszy byk już padł, zwolniono z zagrody także drugiego. Cesarz Wilhelm położył go siedmioma strzałami. Przy oględzinach stwierdzono jednak, że nie był to postrzelony uprzednio żubr i pośpiesznie udano się ponownie na bezpieczne stanowisko, gdyż spotkania z pierwszym, zranionym już bykiem, chciano jednak uniknąć”.

 


 Pośrodku, wysunięty - Cesarz Wilhelm II Hohenzollern

a po jego prawej stronie Jan Henryk XV Hochberg von Pless